Michaś i pozostałe dzieci snuły się dokoła z nosami spuszczonymi
Wyglądało na to, że śpi. Mały Zielony Samochodzik ostrożnie i powolutku pochylił się nad nią. Uważnie jej się przyglądał. Sprawiała wrażenie jakby, śnił jej się jakiś wyjątkowo miły sen, bo słodziutko się uśmiechała… Niespodzianie otworzyła szeroko oczy i – Aaaaa! -wrzasnęła przerażona. Po czym jednym susem wskoczyła do strumyka. Fontanna zimnej, źródlanej wody ochlapała małe autko. Brrry! – otrząsnął się Samochodzik – Ale mnie przestraszyła! Ciekawe, które z nas bardziej się zlękło? …- pomślał i pojechał dalej.Mijał wysokie trawy, strzeliste drzewa i rozłożyste paprocie. Wdychał głęboko świeże, leśne powietrze i jechał i jechał i jechał i jeeeechał ! Aż poczuł się zmęczony. I postanowił wracać do domu. Przystanął na chwilkę na małej, leśnej polance, przywitał się z kolczastym jeżem i zawrócił.Wracając opłukał sobie koła w znajomym strumyku, uśmiechnął się do dębu i siedzącej na nim wiewiórki i jechał i jechał i jechał i jechał i jeeeechał ! To przyjechał. Do leśnego strumyka. W którym siedziała mała, zielona żabka. Wyglądało na to, że śpi. Mały Zielony Samochodzik cichutko trąbiąc (cichutko, bo przecież był w lesie) posuwał się naprzód. Kołysząc się rytmicznie na boki, sukał kołami i jechał i jechał i jechał i jechał i jechał i jechał i jeeeechał! Aż przyjechał! Do ślicznego, malutkiego krzaczka poziomek. – Och! Jaka pyszniutka poziomeczka tu rośnie! – powiedziała. – Jestem niewinna! A lud widział, co się stało, i pochylił przed nią głowy jak przed świętą, ale ona osunęła się zemdlona w ramiona braci; tak podziałały na nią strach, ból i zmęczenie.- Tak, jest niewinna! – zawołał najstarszy z braci i potem opowiedział wszystko, co się zdarzyło, a podczas gdy mówił, rozszedł się zapach jak od miliona róż, bo każde polano na stosie puściło korzenie i gałązki, wznosił się ponad góry, wiecznym okryte śniegiem. Tam było zimno, lecz dziewczynka skryła się pod skrzydełka ptaszka i tylko małą główkę wysunęła, aby widzieć te cuda, jakich pełno na świecie bożym.Doleciały na konie do cieplejszych krajów. Leć ze mną. Usiądziesz mi na grzbiecie pomiędzy skrzydłami i uciekniemy obie od brzydkiego kreta i jego ciemnego mieszkania. Uciekniemy daleko, za góry, za morza, gdzie słońce nigdy nie dochodzi.Przy tych słowach rozpłakała się serdecznie.- Nie płacz – rzekła jaskółka. – Zima już nadchodzi i wybieram się w podróż do cieplejszych krajów. Leć ze mną. Usiądziesz mi na grzbiecie pomiędzy skrzydłami i uciekniemy obie od brzydkiego kreta i jego ciemnego mieszkania. Uciekniemy daleko, za góry, za morza, gdzie słońce nigdy nie dochodzi.Przy tych słowach rozpłakała się serdecznie.- Nie płacz – rzekła jaskółka. – Zima już nadchodzi i wybieram się w podróż do cieplejszych krajów. Tutaj słońce świeciło jaśniej i goręcej, niebo było wyższe i dziwnie błękitne, a po rowach i płotach rosły najpiękniejsze zielone i granatowe winogrona. W lasach było pełno cytryn i pomarańcz, w powietrzu zapach kwiatów, prześliczne dzieci biegały po drodze, goniąc się z motylami.Ale jaskółka leciała wciąż dalej, gdzie jeszcze piękniej było, jeszcze cieplej.Zatrzymała się wreszcie nad dużym, błękitnym jeziorem, otoczonym zielonymi drzewami, wśród których widać było biały pałac marmurowy. Wino oplatało wysokie kolumny wkoło pałacu, a w górze pod dachem kryły się gniazda jaskółek.- Oto mój dom – rzekł ptaszek. – Ale nie będziemy mieszkać razem. Gniazdo nie urządzone odpowiednio, byłoby ci w nim ciasno, niewygodnie i za wysoko. Wybierz sobie lepiej który z tych wspaniałych kwiatów, co tu rosną na klombach, a od razu tam cię zaniosę i będzie ci dobrze jak w raju.Odrobinka śpiewała piosenkę o chrabąszczu, a potem o chłopczyku, co grał na fujarce, i kret się w niej zakochał. Nie mógł zapomnieć jej głosu i myśłał, jak by to było przyjemnie mieć żonę, która by mu tak śpiewała. Ale nic o tym wszystkim nie powiedział, gdyż był bardzo przezorny.Niedawno zbudował sobie właśnie nowy korytarz od swojego domu do mieszkania bogatej myszy polnej, i mógł mówić o wszystkim. Nie lubił tylko słońca i kwiatów, których nie widział nigdy. Złe też miał o nich zdanie.Odrobinka płakała bardzo, że jest taka brzydka, że nawet chrabąszcz nie chce patrzeć na nią. Ale cóż miała robić? Przecież naprawdę była bardzo ładna i taką się wydała chrabąszczowi, który porwał ją z listka lilii. Ale gdy wszyscy zaczęli myśleć tak jak beczka, poważali ją do tego stopnia i ufali jej tak bardzo, że kiedy kupiec czytał “Kronikę sztuki i teatru” co wieczora w swoim kurierku, myśleli, że wszystko to pochodzi od beczki.Lecz mały krasnoludek stał mimo to wciąż jeszcze, bo ciągle słyszał cichy, śliczny śpiew; była to kołysanka, śpiewana studentowi do snu.- Jakże tu pięknie! – powiedziała mysz polna z radością.Wtedy Odrobinka rozpłakała się serdecznie.- Nie płacz – rzekła jaskółka. – Zima już nadchodzi i wybieram się w podróż do cieplejszych krajów. Leć ze mną. Usiądziesz mi na grzbiecie pomiędzy skrzydłami i uciekniemy obie od brzydkiego kreta i jego ciemnego mieszkania. Uciekniemy daleko, za góry, za morza, gdzie słońce nigdy nie dochodzi.Przy tych słowach rozpłakała się serdecznie.- Nie płacz – rzekła jaskółka. – Zima już nadchodzi i wybieram się w podróż do cieplejszych krajów. Tutaj słońce świeciło jaśniej i goręcej, niebo było wyższe i dziwnie błękitne, a po rowach i płotach rosły najpiękniejsze zielone i granatowe winogrona. W lasach było pełno cytryn i pomarańcz, w powietrzu zapach kwiatów, prześliczne dzieci biegały po drodze, goniąc się z motylami.Ale jaskółka leciała wciąż dalej, gdzie jeszcze piękniej było, jeszcze cieplej.Zatrzymała się wreszcie nad dużym, błękitnym jeziorem, otoczonym zielonymi drzewami, wśród których widać było biały pałac marmurowy. Wino oplatało wysokie kolumny wkoło pałacu, a w górze pod dachem kryły się gniazda jaskółek.- Oto mój dom – rzekł ptaszek. – Ale nie będziemy mieszkać razem. Gniazdo nie urządzone odpowiednio, byłoby ci w nim ciasno, niewygodnie i za wysoko. Wybierz sobie lepiej który z tych wspaniałych kwiatów, co tu rosną na klombach, a od razu tam cię zaniosę i będzie ci dobrze jak w raju.Odrobinka śpiewała piosenkę o chrabąszczu, a potem o chłopczyku, co grał na fujarce, i kret się w niej zakochał. Nie mógł zapomnieć jej głosu i myśłał, jak by to było przyjemnie mieć żonę, która by mu tak śpiewała. Ale nic o tym wszystkim nie powiedział, gdyż był bardzo przezorny.Niedawno zbudował sobie właśnie nowy korytarz od swojego domu do mieszkania bogatej myszy polnej, gdybym ją tak porzuciła.- Więc bądź zdrowa, kochana, dobra Odrobinko! – zaszczebiotała wesoło jaskółka i przez słoneczny otwór wzleciała ku górze i zniknęła w ciepłym blasku.Dziewczynka okropnie się bała tej jesieni, bo nie miała ochoty zostać żoną kreta. Taki nudny,niezgrabny. Nie lubi słońca, kwiatów!Co dzień o wschodzie i zachodzie słońca stawała przed norką myszy i z tęsknotą patrzyła w górę, gdzie szumiały kłosy jak las gęstego zboża. A ile razy wietrzyk je rozdzielił tak, że mogła zobaczyć kawałek błękitu, ogarniał ją żal niezmierny i myślała o szczęśliwej i wesołej jaskółce. Jak ona buja swobodnie, daleko! Żeby ją znów zobaczyć na chwilę! Ale zapewne nigdy jej więcej nie spotka…Jesień nadeszła wreszcie i wyprawa była gotowa.- Za cztery tygodnie wesele! – powiedział – i zjadł ją – NIAM!Słodziutki owoc wprawił go w dobry nastrój, więc, energicznie ruszył na przód. I jechał i jechał i jeeeechał ! Aż dotarł do domu, pachnącego pyszną kolacją, którą ze smakiem zjadł – NIAM!Ewunia — to była Ewunia, czasem duża, czasem maleńka.Nie można być jednocześnie i dużą i maleńką, powiecie. Owszem, można. Gdy babcia potrzebowała czegoś w sklepie, mówiła:— Pobiegnij Ewuniu, jesteś już dużą dziewczynką. Natomiast gdy tego samego wieczoru Ewunia miała zamiarpójść razem z rodzicami do teatru, natychmiast zbiegały się dzieci i prosiły, by im coś narysowała. Babcia nakreśliła koło, dorysowała do tego dwoje odstających uszu, rozczochraną czuprynę, małe oczka jak dwa guziki, uśmiechniętą buzię od ucha do ucha — i wszystkie dzieci od azu poznały — to Michaś.— Czy twoja babcia tak umie? — zapytała Ewunia Michasia.— A czy twoja umie włazić na drzewa? — nie dawał za wygraną Michaś. — Albo prowadzić trolejbus?— Ależ twoja też nie umie.— No i co z tego?Wtem na podwórko weszła pani listonoszka. Wyjęła z torby gruby list i podała Ewuni.— Jesteś już duża, pójdź i oddaj babci! Ale uważaj, żebyś go nie zgubiła — powiedziała.Babcia otrzymywała listy z wielu krajów z całego świata, lecz takiego ładnego znaczka nie było jeszcze na żadnym z nich — dwie żyrafy wyciągające długie szyje wprost do nieba, a w głębi pokryty śniegiem szczyt górski.— Tanzania — sylabizował Michaś.Babcia włożyła okulary, rozcięła kopertę i zaczęła półgłosem czytać. Ewunia z Michasiem słuchali i nic nie rozumieli. Babcia mruczała pod nosem okropnie długo.— Ja przez ten czas mógłbym przeczytać cala książkę, albo i kilka — szepnął Michaś Ewuni na ucho.Wreszcie babcia odłożyła list i dopiero wtedy dostrzegła dwie pary oczu, zwrócone ku niej z niemym pytaniem.— Przyjaciele przysłali mi zaproszenie — powiedziała babcia — do kraju żyraf i słoni.— Musisz jechać — zadecydowała Ewunia.— Rada bym pojechać, ale gdzie ciebie zostawię? — zastanawiała się babcia.— U nas — zaproponował Michaś.— Z miłą chęcią, będę doglądała twoje kanarki, karmiła rybki, podlewała kaktusy, ale mieć jeszcze drugiego dragona w domu? — dziękuję pięknie, starczy mi jednego — odrzekła babcia Michasia.Dragon — to słowo nie mogło znaczyć nic dobrego. Ewuni podstępiły łzy do gardła. Czuła, że zaraz, ale to zaraz się rozpłacze, a wtedy Michaś znów zarechocze. Rozpaczliwie tłumiła płacz i łykała łzy.Babcia popatrzyła na wnuczkę i twarz jej rozjaśnił dobrotliwy uśmiech:— Co ma być, to będzie, pojedziemy obie do kraju słoni i żyraf.Michaś i pozostałe dzieci snuły się dokoła z nosami spuszczonymi na kwintę, zzieleniałe z zazdrości.— Nie smućcie się — pocieszała je Ewunia. — Gdy wrócim wszystko wam dokładnie opowiemy i narysujemy.O, jak wspaniałe jest życie!Rozpostarł skrzydła, któr zaszumiały głośno, podniósł do góry szyję wdzięcznym ruchem i z głębi serca do Boga
Tags: opowiadania dla dzieci